Triumf słońca – Wilbur Smith

Wilbur Smith - Triumf słońca (okładka)
Wilbur Smith – Triumf słońca (okładka)

Mahdi, przywódca zjednoczonych przeciwko Brytyjczykom plemion arabskich, oblega Chartum. Twierdza dowodzona przez generała Gordona trzyma się jeszcze, ale brakuje żywności, a niepokoje wśród ludności dają się obrońcom we znaki. W Chartumie swój skład handlowy ma Ryder Courtney, brat Waida Courtneya, czyli stryj Seana z Gdy poluje lew. Drugą męską charyzmatyczną postacią powieści jest Peronod Ballantyne, którego postać łączy dwa cykle – Sagę Courtney’ów i Ballantyne’ów.

Wszyscy ci panowie bywają w salonie konsula Davida Benbrooka, gdzie toczy się życie towarzyskie i rywalizacja o względy najstarszej z trzech córek. Na jej głowie spoczywają obowiązki pani domu, dwie młodsze siostry są jeszcze dziećmi, jednak mają już sprecyzowane poglądy na miłość.

Życie w oblężonym mieście mogłoby wydawać się nudne, jednak wcale tak nie jest. Odcięte od świata miasto pod władzą wojska próbuje sobie radzić za pomocą mizernych środków, jakie są w tej sytuacji dostępne. Rodzina konsula czynnie bierze w tym udział. Na przeszkodzie stają jednak mahdyści, ludzka chciwość, przesądy i krótkowzroczność. Na miasto przypuszczane są ataki, w powietrzu latają kule, a poziom wody w Nilu wciąż opada, czyniąc miasto mniej zabezpieczonym. Sceny z życia miasta przeplatane są pełnymi przygód wyprawami Pernoda Ballantyne’a przez pustynię z rozkazami swoich przełożonych.

Powieść obfituje również we wszystko co książka przygodowa powinna zawierać. Są pościgi na pustyni, walka na śmierć i życie, wielkie miłości,  i niewola. Są niezłomni bohaterowie i szuje. Nie raz przyjaźń i miłość wystawione będą na próbę.

Jedno co Wilburowi Smithowi nie wyszło to wątki romansowe. Chyba przesadził w tym tomie z ilością kobiet w wieku rozrodczym (niektóre dochodzą do niego po kilku latach, w czasie których toczy się akcja), nie bardzo wiedział co z nimi zrobić, a każdą chciał obdzielić szczodrze miłością. Relacje panien z ich apsztfikantami wyszły mu ostatecznie nieco harlekinowo i dość przewidywalnie.

Jeśli jednak pominiemy to co nie wyszło (to trudne, bo Smith jest tu wyjątkowo rozerotyzowany) otrzymamy niezłą przygodę osadzoną w ciekawych czasach. Autor sporo czasu poświęca na odmalowanie historycznych, społecznych i kulturalnych smaczków. Choć nie wgłębia się specjalnie w różne niuanse i tak całkiem nieźle się to czyta.

A gdzieś tam na pustyni hasają sobie Staś i Nel :).

Wydawnictwo A. Kuryłowicz/Albatros, 2006
Forma wydania: papierowa
Liczba stron: 527
Moja ocena: 4/6

Jedno przemyślenie nt. „Triumf słońca – Wilbur Smith

Dodaj komentarz