Prypeć – Czarnobyl

Prypeć - Prawda, fot. własna
Prypeć – Prawda, fot. własna

Jakiś czas temu pojawił się pomysł, żeby zobaczyć Czarnobyl. Okazja trafiła się wiosną 2011 roku. Pojechaliśmy autokarem na wyprawę naukową i od początku było wystrzałowo – w Otwocku trafiliśmy na strzelaninę. Prawdopodobnie to było to wydarzenie

Między Polską a Ukrainą bardzo wyraźnie widać było różnice w krajobrazie. Chodzi nie tylko o to, że zamiast stacji Orlenu pojawiły się stacje benzynowe Łuk Oil. Granicę w stronę Kijowa przekraczaliśmy w nocy, więc na łąki wówczas jeszcze nie zwróciłam uwagi ale wracając już tak. W Polsce obowiązuje zakaz wypalania traw, na Ukrainie chyba nie, ponieważ całe połacie wzdłuż drogi były spalone. Obraz jak w jakimś filmie postapokaliptycznym.

Miejscem naszego zakwaterowania było miasto Sławutycz, ale zanim tam dojechaliśmy, trzeba było skorzystać z objazdu. Dzięki temu przejeżdżaliśmy przez małe wioseczki z drewnianymi, malowanymi domami z charakterystycznymi łamanymi dachami.

Sławutycz - architektura, fot. własna
Sławutycz – architektura, fot. własna

Sławutycz to miasto pracowników elektrowni. Centrum przywodzi na myśl socrealizm. Jednak wystarczy oddalić się nieco, a styl się zmienia. Poszczególne części miasta zostały zaprojektowane i wybudowane przez ekipy z ośmiu różnych republik ZSRR, przez co w każdej z nich widać cechy architektury specyficzne dla poszczególnych regionów. Ze Sławutycza do elektrowni poprowadzona jest eksterytorialna linia kolejowa, częściowo przez obszar Białorusi. Z okien pociągu widać nienaruszone przez człowieka dzikie, podmokłe obszary, częściowo leśne. W hali przy wyjściu z pociągu czeka nas kontrola paszportowa ale zanim tam trafimy, idziemy przez peron obity blachą falistą, w której zostawiono otwory na drzwi pociągu. Sama kontrola przebiega sprawnie i już niedługo jedziemy dalej. Przy dworcu czeka na nas autobus, który zawozi nas do bloku elektrowni nr 4, w którym miała miejsce awaria. Teren elektrowni jest ogrodzony i dalej oczywiście nie wejdziemy. Przed bramą zarejestrowaliśmy promieniowanie na poziomie 2,73 µSv/h (w Polsce przeciętne promieniowanie tła 0,1-0,2 µSv/h).

Elektrownia-blok 4 - fot. Bartek Szymański (Draakhan)
Elektrownia-blok 4 – fot. Bartek Szymański (Draakhan)

Kiedy tam byliśmy dużo mówiło się obudowie nowego sarkofagu. Stary, widoczny na zdjęciu, i tak długo wytrzymał. W tej chwili wygląda tam już nieco inaczej. Nowy sarkofag jest w budowie, stoi nowy komin wentylacyjny.

Czarnobyl - widok na rzekę, fot. własna
Czarnobyl – widok na rzekę, fot. własna

Czarnobyl to miasteczko malowniczo położone nad rzekami Usz i Prypeć z drewnianymi i murowanymi niewielkimi domami, w większości opuszczonymi i bardzo już zniszczonymi.

Czarnobyl - dom mieszkalny, fot. własna
Czarnobyl – dom mieszkalny, fot. własna
Czarnobyl - wejście do budynku mieszkalnego, fot. własna
Czarnobyl – wejście do budynku mieszkalnego, fot. własna

Chodzenie po tych posesjach jest przygnębiające. Widać, że domy kiedyś były ładne i zadbane. Za nimi rozciągały się sady, między drzewami widoczne są jeszcze ścieżki. Dziś to wszystko jest połamane, zniszczone, zgniłe, aż żal na to patrzeć. Ale ludzie powoli tam wracają. Na razie najlepiej to widać po odremontowanej cerkwi, czynny jest również sklep. Wydaje mi się, że gdyby wybrać się tam za kilka lat, to będzie widać na ulicach więcej ludzi.

Czarnobyl - cerkiew, fot. własna
Czarnobyl – cerkiew, fot. własna
Czarnobyl - pomnik strażaków, fot. własna
Czarnobyl – pomnik strażaków, fot. własna

Następny przystanek to Prypeć, miasto wybudowane na potrzeby pracowników elektrowni. Całe miasto jest otoczone ogrodzeniem, przy wjeździe stoi brama i strażnicy. Od czasu do czasu napotykamy patrol, który sprawdza, czy nikt niepowołany nie kręci się po mieście. My byliśmy tam legalnie, ale czuliśmy się nieswojo.

Prypeć - fresk w jednym z budynków, fot. własna
Prypeć – fresk w jednym z budynków, fot. własna

Miasto było jak na tamte czasy nowoczesne. Wybudowane od podstaw, zaplanowane tak, aby pracownicy mieli nie tylko gdzie mieszkać, ale również aby mogli pójść na kawę, rozerwać się na stadionie czy w wesołym miasteczku.

Prypeć - Wesołe miasteczko, fot. Bartek Szymański (Draakhan)
Prypeć – Wesołe miasteczko, fot. Bartek Szymański (Draakhan)
Prypeć - basen, fot. własna
Prypeć – basen, fot. własna

Wybudowano przedszkola i szkoły. To było demograficznie dość młode miasto. Kiedy wydarzyła się katastrofa, wszyscy musieli większość rzeczy zostawić i wyjechać. W mieszkaniach zostały meble i sprzęty, w szkołach całe wyposażenie, w szpitalach kartoteki. Do obejrzenia zostało wszystko, czego nie zniszczyli wandale, złomiarze i czas.

Prypeć - szpital, fot. własna
Prypeć – szpital, fot. własna
Prypeć - Lenin, fot. własna
Prypeć – Lenin, fot. własna

To dziwne wrażenie, kiedy wchodzi się do czyjegoś mieszkania pod nieobecność gospodarza. Nieważne, że od wielu lat nikt tam już nie mieszka. Świadomość, że to kawałek czyjegoś życia i że ten ktoś może by sobie nie życzył, żeby jacyś obcy ludzie oglądali miejsce, gdzie kiedyś mieszkał, jest niewygodna.

Prypeć - jeden z najwyższych budynków, fot. własna
Prypeć – jeden z najwyższych budynków, fot. własna
Burakówka - składowisko sprzętu, fot. własna
Burakówka – składowisko sprzętu, fot. własna

Dalej trasa wiedzie na składowisko sprzętu używanego przy likwidacji awarii w Burakówce. Co ciekawe, strażnicy dali nam tu bardzo mało czasu ze względu na wysokie promieniowanie. My tymczasem zanotowaliśmy takie jak na Krupówkach. Powinniśmy się bać będąc w Zakopanem? Tak naprawdę niepokojące promieniowanie zarejestrowaliśmy przy bramie elektrowni, w zakładach Jupiter, oraz przy czerpaku, którym prawdopodobnie wybierano jakiś radioaktywny materiał i kawałek musiał się wtopić.

Prypeć - czerpak, fot. własna
Prypeć – czerpak, fot. własna

Wracając wstąpiliśmy jeszcze do wnętrza elektrowni… Nie, nie tam, gdzie była awaria. Weszliśmy do wnętrza nieukończonego bloku elektrowni, którego budowę przerwano po katastrofie. Potem okazało się, że wcale nie mieliśmy wchodzić do środka, ale wynikło nieporozumienie, o czym dowiedzieliśmy się dopiero po wyjściu. Wewnątrz przydały się bardzo latarki. Najpierw długo wchodziliśmy po schodach aż do miejsca, gdzie można było zajrzeć do komór, gdzie w przyszłości miały być umieszczone radioaktywne pręty. Było też widać ogólnie jak skonstruowany jest taki budynek. Wszystko było w stanie surowym, nawet bardzo. Byliśmy pierwszą ekipą, której udało się zwiedzić ten blok (przypadkiem 🙂 ).

Blok elektrowni - prawdopodobnie ten, w którym byliśmy, fot. własna
Blok elektrowni – ten, w którym byliśmy, fot. własna
Wnętrze elektrowni, fot. Bartek Szymański (Draakhan)
Wnętrze elektrowni, fot. Bartek Szymański (Draakhan)

Powrót z Prypeci mieliśmy również z przygodami. Tuż przed odjazdem pociągu zepsuł się podstawiony dla nas autobus, ledwo zdążyliśmy. Przy bramkach dozymetrycznych okazało się, że jeden z uczestników wdepnął w coś radioaktywnego, co zaalarmowało bramkę. Na szczęście wystarczyło opłukać buty.

Kijów - Ławra Pieczerska, fot. własna
Kijów – Ławra Pieczerska, fot. własna

W podróży powrotnej mieliśmy krótką przerwę w Kijowie. Czasu nie było dużo, więc zobaczyliśmy tylko Pieczerską Ławrę. Dla osoby wychowanej w nieco innym kręgu kulturowym było to przeżycie osobliwe. Może zresztą u nas też tak jest, tylko nie bywam w takich miejscach kultu. Otóż w Ławrze zwiedza się podziemia, gdzie wystawione są za szkłem ciała świętych. Ludzie przechodząc modlą się, niektórzy również całują te szklane trumny. Ogólnie panuje tam atmosfera modlitewnego skupienia. W kompleksie Ławry są również muzea, punkt widokowy, trafiliśmy też na koncert dzwonów.

Prypeć - dokumenty, fot. własna
Prypeć – dokumenty, fot. własna

Gdyby ktoś z was zapragnął wybrać się do Czarnobyla i Prypeci i zobaczyć na własne oczy, jak to dziś wygląda, zapraszam tutaj. Cały wyjazd był świetnie zorganizowany przez strefazoro.org. Oprowadzał nas uczestnik likwidacji skutków awarii Siergiej Akulinin, a towarzyszył nam stale służąc wiedzą dr Marek Rabiński.

Przed wyjazdem rozpoczął się u mnie proces zmiany zdania na temat energii atomowej. Dotąd, jak pewnie większość Polaków, trochę się bałam, trochę chciałam, ale wszystko to było nieracjonalne, podszyte informacjami przekazywanymi z ust do ust. Niektórzy straszą, niektórzy namawiają, nie wiadomo co myśleć. Wyjazd był motywacją, żeby zainteresować się trochę tym tematem i okazało się, że prawda, jak zwykle, leży pośrodku. Przy zachowaniu odpowiednich procedur i zabezpieczeń, przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii może to być świetne źródło energii. Grunt, żeby te założenia spełnić. Bo w czarnobylskiej elektrowni o bezpieczeństwie właśnie zapomniano.

Jedno przemyślenie nt. „Prypeć – Czarnobyl

Dodaj komentarz